Kalendarium

<< Listopad 2017 >>
Kino
PnWtŚrCzPtSobNd
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930

MCK SOKÓŁ TV

MY, MAŁOPOLANIE
MY, MAŁOPOLANIE - koncert laureatów 40. Małopolskiego Festiwalu ...
Odsłon66Zobacz więcej ...
III Kongres Kultury Regionów

III Kongres Kultury Regionów

NOWORODAK, czyli transmisyjna płodność dziedzictwa ...
Odsłon690Zobacz więcej ...
Karpaty OFFer 2017

IX Międzynarodowy Multimedialny Festiwal Sztuki - Małopolska Karpaty OFFer

Odsłon377Zobacz więcej ...
Konferencja prasowa

Konferencja prasowa przed koncertem Szczawnickiego Chóru Kameralnego

Odsłon377Zobacz więcej ...
Święto Dzieci Gór 2017

25. Święto Dzieci Gór (18 filmów)

Odsłon615Zobacz więcej ...

W co się bawić, czym się bawić...

W co się bawić, czym się bawić...

Były takie czasy, kiedy nie uświadczyłeś klocków lego, gier komputerowych, miniaturowych żołnierzyków, samochodów sterowanych radiem… Były takie czasy. Były czasy kiedy wystarczyło byle co, żeby się bawić. A to byle co, to wcale nie było takie byle…

W środowy wieczór MALI DĘBOWCZANIE z ziemi cieszyńskiej i Buriaci z zespołu BULZHAMUUR, oba zespoły na swój oryginalny sposób pokazały, jako się kiejsik ich starzikowie (dziadkowie) bawili. Jak niewiele trzeba było do zabawy.
Sznur - znaleziony gdzieś powróz i można linę przeciągać, a dziwnym zrządzeniem oba zespoły pokazały ten motyw, i obie grupy (kultury odległe o tysiące kilometrów) wiedziały z dziada pradziada co to jest skakanka: aniołek, fiołek, róża, bez…, pojedynczo, parami, trójkami, kto dłużej, wszystko przeplata się jak w łańcuchu… A dziewczynki z dalekiej Buriacji? Ile kawałek kolorowego sznurka może budzić emocji, zwłaszcza, kiedy jedna dziewczynka nie chcę się zabawką podzielić, i do katastrofy może dojść, a przynajmniej do płaczu. Chyba że… wszystkie zdobędą skakanki i pokażą mistrzostwo w posługiwaniu się nimi. A gdy jedna skakanka jest szczególnie długa, może dojść do sytuacji komicznych, lub … wcale nie, bo przecież i u nas znamy zabawę w szczura.
Rękawiczka, czerwona,  kto ją ma? Trzeba zgadnąć. A potem już wszystkie dziewczęta z zespołu buriackiego w czerwonych rękawiczkach machają do nas radośnie. 
Czapka – charakterystyczna, szpiczasta, wszak Buriacja graniczy z Mongolią, można się bawić i czapką, trzeba tylko wiedzieć, jak ją podrzucić… nie do góry, komuś, kto znów musi się jej pozbyć…
Miotła – nie jakaś wyszukana, ale najprostsza, z wikliny. Wystarczy, żeby dzieci z Dębowca zatańczy sobie „Mietlorza”. A jakie emocje, kiedy prowadzący zabawę próbuje „zamieść” stopy pozostałych.
Fujarka, dzwonek krowi, łyżki drewniane -  najprostsze instrumenty. Nic więcej nie trzeba, żeby chłopaki zagrały dziewczętom do „Ulijanki”.
Dłonie – tak, same dłonie wystarczą, kiedy się połączą w mosty pana starosty, co to jednego konia na tysiąc nie przepuszczają, i pstro kociczka co śpią, ale muszą wiedzieć jak i w co zaklaskać.
Kółecko – takie zwykłe, taneczne, ułożone z dzieci. Jaki to niesamowity instrument łączący Śląsk Cieszyński z daleką Syberią. W polskiej grupie kilka wyliczanek, bo trzeba przecież zdecydować, kto kotkiem, a kto myszką uciekającą pod dłońmi pozostałych, a w grupie z Buriacji trzy dziewczęta wybrane drogą sprawiedliwego wyznaczenia, łączą się w niteczkę i wplatają się w krąg tańczących dziewcząt, by po chwili się z niego wyplątać.
Wyobraźnia – najkapitalniejsze narzędzie do tworzenia zabaw i zabawek. Wyobraźni trzeba było, żeby zobaczyć w gestach kolegi czy koleżanki, że „Koza, koza, koza brodę mo… Baran rogi mo… Cielę łogon mo… „
Przyjaciel - wystarczy chłopak, który potrafi stanąć na głowie, i rozstawić szeroko nogi, aby inny mogli wykonać widowiskowego fikołka, nawet kiedy się okaże, że ten chłopak to dziewczyna, bo najwyraźniej grupa z dalekiej Syberii cierpi na niedobór chłopców w zespole.
Taniec – „Poszło dziewczę po ziele” tańczą Dębowczanie do muzyki, która jak zwykle zjawia się we właściwym czasie. Muzyka tak młoda, jak i tancerze, bo w Małych Dębowczanach mała też jest kapela. I tu niewiele trzeba: troje skrzypiec i małe basy, no i najpiękniejszy instrument: głosy dwóch dziewczynek wspierające śpiew tancerzy. „Nie chcem cię znać…”, ale po chwili: „Choć do mnie…” Czego trzeba więcej? Tylko splecionych dłoni. I stóp zdrowych wolniutko chodzących w „Chodzonym” i szybciej w „Cieszynioku” i kolejne tańce, które tak naprawdę są wysoko kwalifikowanymi zabawami, bo trzeba wiedzieć, komu się ukłonić, w co po kolei uderzyć dłońmi, w którą stronę pójść, a którą się zakręcić, kiedy w parach, a kiedy w kółeckach…
Do czasu tego, gdzie tak niewiele było trzeba, aby zwyczajne rzeczy w zabawki się zmieniały, tęskno mi Panie.
Kamil Cyganik

Fot. PG


 

Dodaj na Wykop Dodaj na Facebook Dodaj na Blip Dodaj na Flaker Dodaj na Śledzika
- A A A +
DrukujDrukuj
E-mailE-mail
Wróć ...
[X]

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi
ustawieniami przeglądarki. Warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies możesz określić w Twojej przeglądarce.