Kalendarium

<< Listopad 2017 >>
Kino
PnWtŚrCzPtSobNd
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930

MCK SOKÓŁ TV

MY, MAŁOPOLANIE
MY, MAŁOPOLANIE - koncert laureatów 40. Małopolskiego Festiwalu ...
Odsłon51Zobacz więcej ...
III Kongres Kultury Regionów

III Kongres Kultury Regionów

NOWORODAK, czyli transmisyjna płodność dziedzictwa ...
Odsłon678Zobacz więcej ...
Karpaty OFFer 2017

IX Międzynarodowy Multimedialny Festiwal Sztuki - Małopolska Karpaty OFFer

Odsłon365Zobacz więcej ...
Konferencja prasowa

Konferencja prasowa przed koncertem Szczawnickiego Chóru Kameralnego

Odsłon368Zobacz więcej ...
Święto Dzieci Gór 2017

25. Święto Dzieci Gór (18 filmów)

Odsłon605Zobacz więcej ...

Gdzie halny wieje i gdzie elektrownia

Gdzie halny wieje i gdzie elektrownia

Spieszę z wyjaśnieniem. Halny – wiadomo – Podhale, a we wtorek na scenie ZORNICA z Zakopanego. Ale dlaczego elektrownia? Ich kamraci, zespół COTIK TENT z Serbii, genezę swą wywodzi z kulturalno-artystycznego stowarzyszenia pracowników… elektrowni „Nikola Tesla” w Obrenovacu.

Na tablicy świetlnej „Prawdziwa mądrość – czysta skłonna do zgody.” Autor hasła spod kapelusza a znad brody woła: - Pokażmy najpierw tę zgodę uniesionymi dłońmi. Będziemy hladać (szukać) tej zgody w tych, co nam będą opowiadać muzyką i tańcem.
Najpierw Serbowie, opowieść z ich terytorium, tańce z Obrenovaca. Pięknie, delikatnie tańczy serbska młodzież, a to co chyba najbardziej przykuwa wzrok i słuch od pierwszych chwil, gdy pojawili się na ulicach Nowego Sącza podczas korowodu i teraz na scenie, to wielkie cekiny, połączone w rodzaj przyłbic wokół ślicznych twarzy dziewcząt. Przy każdym podskoku, a bogate w podskoki są serbskie tańce, cekiny grają swą niezwykłą melodię. Są jakby kolejnym instrumentem obok gitary, akordeonu, skrzypiec, fletu…
I kolejny przykuwający oczy element kobiecego stroju. Wielobarwne… treny? Spływające od pasa w dół aż na łydek, wraz z czepcami nadające dziewczętom jakiegoś niezwykłego dostojeństwa.
Drugi taniec z północnowschodniej części, z okolic granicy bułgarskiej i… kolejna grupa. Nieco inaczej ubrana, pozostały tylko kolory: czerń i biel z dodatkami czerwieni i brązu.

Tu też charakterystyczny, już nieraz wirujący na tej scenie króciutki sznurek w ręku chłopca prowadzącego korowody. Pasy u dziewcząt i chłopców służą nie tyle utrzymaniu w porządku garderoby, ile pomagają zachować zwarty szyk, gdy tancerze chwytają się za nie nawzajem. Cała scena do nich należy. Wiedzą jak ją wykorzystać.
W trakcie tańca serdeczny obrazek wskazujący, że tańczący w środku to może para… weselna? Może gospodarze? Przyjmują prezenty i ucałowania od pozostałych
Z grań ostrych, jak brzytew, skalistymi stokami, przez las kolorowy od zwierząt spłynęła na scenę Święta Dzieci Gór JUTRZENKA. Tak właśnie, bo ZORNICA oznacza właśnie tę gwiazdę zaranną zwiastującą światu narodziny nowego dnia.
I chyba czas już zwrócić uwagę na niemal monumentalną, dostojnie lekką scenografię, taką właśnie, jak w poprzednim akapicie. Autorką jej jest Ewa Dyakowska-Berbeka, mieszkająca pod Tatrami, autorka projektów graficznych do wielu spektakli Teatru Witkacego.
Dzieci z Zakopanego zastaliśmy „Przy sianie”. Żeby siano zebrać, trza je najpierw skosić. Tak, tak, wiem! Siana się nie kosi! No to trza je najpierw wyciepać z worków. I tu mi już nikt nie powie, że jest inaczej, bo sam widziałem, jak górale z Zakopanego na scenie ŚDzG siano z worków wywalali.
Chłopczyska ostrewki stawiają, dziewczyny grabią, a wspomniany w rozmowach ojciec wykazał się zmysłem pedagogicznym, bo obiecał, że jak zgrabią szybko, to będą mogli jeszcze się pobawić. Nie ma to jak dobry de(motywator) do pracy. Ale i dzieci wiedzą jak sobie pomóc. Śpiew przecież wymyślono między innymi po to, żeby pomagał w robocie.
Problem w tym, że nie wystarczy kazać pracować i wyznaczyć cel, trzeba tam jeszcze karbowego postawić. Bo taka już nasza natura, że jak nas nikt nie pilnuje, to dusza nasza grawituje ku zabawie. I zaraz możemy zobaczyć jak sprawne ręce i obrotowe grabie potrafią na spółkę upleść piękny powróz z siana. A po co? A do skakania..
Powróz jak skakanka, pokazuje, że duch rywalizacji i bicia rekordów nigdy nie był obcy góralom z Podhala. Rekordzistka miała 20 i… mogła sobie legnąć w sianie. To premia za rekord. Każda złota liga, czy tam diamentowe mitingi wysiadają przy takiej nagrodzie.
Oczywiście pozostali nie porzucili pracy, oni odpoczywają. Dziewczyny to jeszcze siadły w sianie i mleko popijają, ale dla chłopaków najlepszy odpoczynek w ruchu, tęgie kije zamiast ciupag i… zbójnickiego.
Kapela tym razem pojawiła się Deus ex Machina, udowadniając, że na scenie Święta Dzieci Gór wszystko jest możliwe. Możliwe jest nawet to, że właśnie na naszym festiwalu którejś podhalańskiej kapeli uda się wreszcie przeciąć basy smyczkiem.
Zgadnąć w której ręce siano, oznaczało wybór na wilka złego, to otwierało z kolei drogę do konsumpcji kolejnych mniej zwinnych gąsek. Swoją drogą: horror z tym wilkiem co ostrzy nóż na gąski… i w zasadzie zarżnął wszystkie poza jedną. A mama wciąż zachwycona, chociaż coraz mniej dzieci „du domu” przychodzi.
Szybka zmiana. Teraz chłopaki odpoczywają przy mliku, a dziewczęta tańcują w kółecko.
I zabawa w durnia już dawno była znana pod Tatrami, tylko nazywała się „cap” i miast piłki używano kapelusza. Jeden goni i chce złapać, pozostali przerzucają między sobą.
Kum przyszedł, nakrzyczał, że mu mieli pomóc, a bawią się w najlepsze, ale nakrzyczał chyba tak tyko dla porządku, bo za plecami przyniósł dudy podhalańskie, czyli kozę i nie długo trza go było prosić żeby – choć deszczowe chmury już idą - zagrał.  Zagrał do tańca, tym najmłodszym. Wdzięczniuchna para najmniejszego góralika i najmniejszej góraleczki popisuje się swoim tańcem, otoczona uznaniem starszych, na których nie trzeba długo czekać, żeby się dołączyli.
I jak w tym wicu, kiedy to gajowy przyszedł i wygonił z lasu partyzantów i Niemców, przyszła gospodyni i całe to leniwe towarzystwo rozgoniła do domów.
W przerwie Kuba spod Tatr w muzycznym pojedynku z Józkiem Brodą, Kuba na fujarce, co ją sam wystrugał, Broda na listu, którego sam zerwał. Jak sądzę.  Kuba zdolny, szybko się nauczył grać na słomce i zagrał do wtóru listkowi. I mieliśmy koncert sprzed lat stu. A nos służy do grania z krasnoludkami. Tylko że to przecież wszyscy wiedzą, więc się nad tym rozwodził nie będę.
No i wracają Serbowie. Jakże inni od naszych górali. Nie tylko wiekiem, bo tu w zasadzie sama młodzież, a w polskim zespole głównie dzieci, ale i programem. Oparty wyłącznie na tańcach i do muzyki prowadzonej przez akordeon, którego już w naszych kapelach nie uświadczysz, bo zastąpiony został przez zreanimowaną uporem pani Aleksandry Boguckiej heligonkę.
Jutro rozbiegną się nasze spojrzenia: na wschód, bardzo daleki, nad jezioro Bajkał, do Buriacji i na zachód, nieco bliżej, pod Cieszyn.
Kamil Cyganik

Fot. PG

 

Dodaj na Wykop Dodaj na Facebook Dodaj na Blip Dodaj na Flaker Dodaj na Śledzika
- A A A +
DrukujDrukuj
E-mailE-mail
Wróć ...
[X]

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi
ustawieniami przeglądarki. Warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies możesz określić w Twojej przeglądarce.