Kalendarium

<< Listopad 2017 >>
Kino
PnWtŚrCzPtSobNd
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930

MCK SOKÓŁ TV

MY, MAŁOPOLANIE
MY, MAŁOPOLANIE - koncert laureatów 40. Małopolskiego Festiwalu ...
Odsłon57Zobacz więcej ...
III Kongres Kultury Regionów

III Kongres Kultury Regionów

NOWORODAK, czyli transmisyjna płodność dziedzictwa ...
Odsłon686Zobacz więcej ...
Karpaty OFFer 2017

IX Międzynarodowy Multimedialny Festiwal Sztuki - Małopolska Karpaty OFFer

Odsłon372Zobacz więcej ...
Konferencja prasowa

Konferencja prasowa przed koncertem Szczawnickiego Chóru Kameralnego

Odsłon374Zobacz więcej ...
Święto Dzieci Gór 2017

25. Święto Dzieci Gór (18 filmów)

Odsłon612Zobacz więcej ...

BUNT NA BOUNTY - Kamil Kukla

BUNT NA BOUNTY - Kamil Kukla

Do 19 czerwca br. w Galeria Sztuki Współczesnej BWA SOKÓŁ można podziwiać wystawę urodzonego w Tarnowie Kamila Kukli pt. BUNT NA BOUNTY. Ekspozycja została uroczyście otwarta w czwartek 12 maja.

Kamil Kukla
Bez tytułu, olej na płótnie, 2015

 
Galeria Sztuki Współczesnej BWA SOKÓŁ w Nowym Sączu (II piętro)
Termin wystawy:  13 maja - 19 czerwca 2016
 
Kuratorka: Magdalena Kownacka
 

 
„Kto raz zaczął uprawiać surrealizm nie może się go już łatwo wyrzec. Wiele rzeczy wskazuje na to, że działa on jak narkotyk i że może pchnąć człowieka do straszliwych wybuchów. Jest to też, jeśli kto woli, rodzaj sztucznego raju […] Z obrazami surrealistycznymi rzecz ma się tak, jak z tymi, które powstają pod działaniem opium. Człowiek ich nie wywołuje; 'narzucają się same, żywiołowo i nieodparcie. Nie można się ich też pozbyć; wola nie ma na nie wpływu, jako że nie panuje już nad władzami umysłu' (Baudelaire). Można by spytać, czy kiedykolwiek panowała. Zbliżenie albo się dokonuje, albo nie: oto wszystko.”[1] W ten sposób surrealizm opisywał papież tego ruchu, Andre Breton, w 1924 roku – w momencie jego powstania. Tak jak przewidział, surrealizm jak widmo objawia się raz na jakiś czas, czyniąc zamęt wśród miłośników jasnych i przejrzystych reguł mówienia i myślenia o sztuce. Te powroty stają się symptomem niezgody na utrwalony układ, na raz na zawsze rozdane role i uświęcone konwencje.[2] Odpowiedzią staje się bezforemność, heterogeniczność materii i źródeł, estetyka oparta na montażu i zbliżeniu. Surrealizm to stan umysłu w ciągłym ruchu i pobudzeniu, w którym wiedza i niewiedza, sztuka i nie-sztuka, realne doświadczenie i zmyślone historie stają się równoprawną materią i pożywką do kreowania nowych światów i porządków. Pragnienie przekroczenia, nasycenia się własnymi wnętrznościami, metamorfozy, zniesienia granic, wreszcie ucieczki – to jedne z kluczowych obrazów nadrealnej wyobraźni.
 
Jednym z kierunków ucieczek były skolonializowane wówczas kraje Afryki. W te niezbadane regiony gnała surrealistów utopijna wiara w prawdę o człowieku możliwą do doświadczenia poprzez kontakt z prymitywnym źródłem - Innym, mającym dostęp do pierwotnych procesów psychicznych. W konsekwencji jedną ze zdobyczy ruchu jest rozumienie sztuki jako elementu struktur społecznych, pełniącej znacznie bardziej złożoną rolę niż jedynie estetyczna. Owa przemiana w rozumieniu kultury związana jest z rozwojem takich dziedzin jak etnologia czy antropologia i zainteresowaniem właśnie kulturami „prymitywnymi”. „Jest to przejście od estetycznego podejścia do tego co „plemienne”, poprzez próbę zrozumienia obiektów rytualnych nie w kontekście sztuki, lecz rytuału i mitu, ku konkluzji, że nowoczesność (ze swoimi mitami i rytuałami) jest prawdziwą „plemiennością”, „dzikością”, do której zrozumienia należy użyć narzędzi antropologicznych”[3]
 
Paradoks surrealizmu polega na tym, że przekraczając wewnętrzne granice zarazem je zachowuje. Samo przekraczanie nie powoduje bowiem ich unicestwienia. Granica jest nieodłącznym elementem europejskiej kultury i filozofii - odbiciem jej rozdarcia, które ujawnia się poprzez tworzone podziały, kategorie i hierarchie. Dlatego też hasła i fascynacje surrealizmu wyczerpały się w latach 30. XX wieku i jednocześnie wciąż nadchodzą.
 
Nigdy nie zapomnę swojego zdziwienia po rozmowie z Lankijczykiem, którego zapytałam o jego stosunek do Wielkiej Brytanii i Brytyjczyków – dawnych kolonizatorów. „Ale za co my mamy ich nie lubić? – zapytał – Zbudowali nam drogi i tory kolejowe, wykarczowali dżunglę, posadzili kauczuk i herbatę.” Nie brnąc dalej w zawiłe tematy postkolonializmu, władzy i polityki, zostańmy przy zdziwieniu. Podobnego uczucia doznaję zawsze przyjeżdżając do Nowego Sącza - do Galerii BWA Sokół. Surowy nowoczesny budynek jest jak narośl na eklektycznej strukturze Centrum Kultury i samego miasta. Biały, poważny gmach, wyrósł w pobliżu historycznego Rynku. Stojąc w przestrzeniach galerii na drugim piętrze i patrząc przez przeszklone wielkie okno na miasto żyjące własnym życiem i poruszające się swoim rytmem, poczucie zdziwienia narasta. Okna galerii mające symbolizować otwarcie instytucji na świat zewnętrzny oraz relacje sztuki i rzeczywistości, są jak cięcie noża odseparowujące dwa światy - świat instytucji i miasta. Stojąc w białej galerii miasto wydaje się marginesem - kontekstem dla zdarzeń mających miejsce we wnętrzu. Marzenie awangardy o przemianie społecznej i realnym wpływie sztuki na życie należy odłożyć do lamusa. Sztuka zajmująca się Innym, dekonstruująca mity i rytuały codzienności, wchodząca w dialog ze współczesną polityką, myślą humanistyczną i kulturą, wciąż jawi się jak czarnoksięski krąg rozprawiający o kwestiach nie związanych bezpośrednio z problemami dnia codziennego. Bez znaczenia, czy taki pogląd jest słuszny czy nie. Stojąc na tarasie drugiego piętra czuję się jak na okręcie, który wpłynął do portu. Jak intruz przyglądam się z góry życiu miasta (przejeżdżającym autobusom, przechodniom idącym na deptak, samochodom pokonującym skrzyżowanie w ustalonym przepisami porządku) i zastanawiam się w jaki sposób mogę opisać wystawę Kamila Kulki która wkrótce w tej przestrzeni zostanie otwarta.
 
Tytuł wystawy - „Bunt na Bounty” odwołuje do legendarnej wyprawy morskiej na Tahiti. Okręt królewskiej marynarki wyruszył z Anglii w 1787 roku po sadzonki drzewa chlebowego. Owoce chlebowca miały służyć do wyżywienia niewolników na Jamajce. Nigdy jednak tam nie dotarły. Przedłużający się pobyt na Tahiti –  ziemskim raju – wpływa na morale załogi. Doświadczenie egzotyki i zniewalającego krajobrazu, widok tańczących nagich kobiet, panująca na wyspie wolność seksualna, uczucie sytości i błogiego lenistwa, odciskają piętno na trzymanych w ryzach kar i hierarchii marynarzach.  W drodze na Jamajkę buntują się i wracają do ledwie opuszczonego raju. Nie mogą w nim jednak zostać z powodów niezręczności politycznej jakiej mieszkańcom wyspy przysporzyłoby wspieranie buntowników. Załoga Bounty wraz z grupą tahitańskich kobiet wyrusza w podróż w nieznane. W końcu osiedlają się na wyspie Pitcairn, pominiętej przez ówczesnych kartografów i mieszkają tam w ukryciu przez 19 lat, dopóki wyspa nie została ponownie „odkryta” przez cywilizację i wpisana na mapy świata. Opowieść na wskroś romantyczna - buntownicy, morze, raj, podróż i życie poza normami, poza prawem. Nic więc dziwnego, że historia ta doczekała się kolejnych hollywoodzkich ekranizacji, w których rolę przywódcy buntowników, Christian'a Fletcher'a odgrywały kolejno gwiazdy: Clark Gable, Marlon Brando, Mel Gibson.
 
Oglądając scenę rejsu w nieznane na kolejnym remake'u filmu „Bunt na Bounty”, zastanawiam się ile jeszcze razy można odbyć tę samą podróż i czy faktycznie każda jej odsłona jest tą samą podróżą? Przeświadczenie o możliwości powtórnego spełnienia łączy remake'i filmowe, powroty do surrealizmu i przeszczepianie na nowy grunt wypracowanych w innym kontekście wzorców i schematów polityki kulturalnej. Koncepcję galerii sztuki współczesnej, historię opisanego buntu i gramatykę surrealizmu zbliża idealizm i podatność na adaptacje. Każda z możliwych wariacji jest inna i indywidualna. Każda karmi się swoim czasem i kontekstem. Wersja historii morskiego przewrotu zrealizowana w 1935 roku dźwięczy optymistycznie swoim morałem o możliwym zjednoczeniu poza klasowymi podziałami. Tragiczne wcielenie tej historii z 1962 skupione jest na pojedynku idealisty z okrutnym i sadystycznym kapitanem. W 1984 roku dominuje romantyzm i seksualna rewolucja o posthipisowskim zabarwieniu. Każda z tych opowieści istnieje między rzeczywistością prawdziwej historii, a fikcją gwiazdorstwa, zawłaszczenia i przeinaczenia. Jej sens kształtuje, powstająca w konkretnych warunkach historycznych i kulturowych, interpretacja zdarzeń.
 
Obrazy Kamila Kukli są konsekwencją współczesnej adaptacji surrealnej arytmetyki - bajeczna fauna i flora, dziwy instynktu i ewolucji, moment zaskoczenia. Przypominające pejzaże płótna są światem z fantastycznych powieści podróżniczych. Ich materią są doświadczenia szkolnych lekcji historii i biologii oraz cały bagaż kulturowych klisz – przeczytanych książek, zebranych pocztówek, zobaczonych obrazów. Uczniowskie zielniki i awangardowe kolaże; holenderskie martwe natury i krajobrazy Maxa Ernsta - heterogeniczna magma budująca współczesną wyobraźnię uwolniona spod jarzma akademickiej malarskiej poprawności i konsekwentnej jednorodności. Wędrując wzrokiem po malarskich wizerunkach raz oglądamy ów fantastyczny świat w mikroskopowym wręcz zbliżeniu, aby za chwilę stanąć twarzą w twarz przed epickim planem ogólnym gęstym od form i detalu. Barwy, faktury i zagęszczenie form rozsadza wizerunki. Jednak pomimo organiczności przedstawionych form, nie opuszcza nas doznanie sztuczności, odczucie dystansu i teatralności. Malowane z rozmachem pejzaże dane nam są do oglądania w formie zamkniętej, zakomponowanej. Nie mają w sobie nic z naturalnego porządku. Pejzaż zamieniony zostaje w gigantycznej skali martwą naturę, scenograficznie ustawioną frontem do widza. Obrazy Kamila Kukli przypominają swoją wybujałą obfitością barokowe królewskie uczty z rzeźbionymi w cukrze i lodzie imitacjami owoców, ryb i posągów. Znajome formy powracają jak twarze celebrytów z plakatów filmowych. Chłodne i odległe, mimo mięsistej reliefowej faktury i orgiastycznych barw, są reminiscencjami światów już minionych, dostępnych jedynie pośrednio, z opowieści, książek i ilustracji. Karmią się pożerając bez końca własne trzewia. Wizualne kurioza i osobliwości są powidokami sfabrykowanych egzotycznych krajobrazów, pamięcią formy. Zgodnie z surrealistyczną logiką, są obrazami wyobraźni w ciągłym ruchu i pobudzeniu, zapisem doświadczenia podróży na marginesach wiedzy i niewiedzy, sztuki i nie-sztuki, realnego doświadczenia i zmyślonych historii.
 
„Wszystko zaczyna się od podróży. Najbardziej ekscytujące są te, które odbywamy bez mapy i paszportu, bez z góry założonego planu, gdy poddajemy się poczuciu dezorientacji, wyobcowania. Podróżując tak, możemy choć na moment […] uciec od prymatu porządkującej każde przemieszczenie linii prostej – u źródeł takiej podróży leży pragnienie obalenia granic, wymknięcia się pętającym nas ograniczeniom, regułom i hierarchiom... Niemożliwe? Z pewnością trudne do realizacji w świecie, w którym nieodłącznym elementem każdego podróżnika jest właśnie mapa i paszport. Najważniejsze wydaje się więc nie to, czy ta możliwość ma szansę się urzeczywistnić, ale samo pomyślenie tej (nie)możliwości – niech ona wyznacza nasz horyzont.”[4] 
 
Magdalena Kownacka

 Fot, PG


[1]    A. Breton, Noc Błyskawicowa, 1924 [za:] Przekleństwa wyobraźni, red. J. Gondowicz, 2010, s.132
[2]    T. Szerszeń, Podróżnicy bez mapy i paszportu, 2015, s. 52
[3]    Tamże, s. 73
[4]    Tamże, s. 39

 

Dodaj na Wykop Dodaj na Facebook Dodaj na Blip Dodaj na Flaker Dodaj na Śledzika
- A A A +
DrukujDrukuj
E-mailE-mail
Wróć ...
[X]

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi
ustawieniami przeglądarki. Warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies możesz określić w Twojej przeglądarce.