Chłopcy - biało ubrani, przepasani szerokimi skórzanymi pasami, z czerwonymi chustami pod szyją. Dziewczęta – bielutkie, przepasane czerwonymi krajkami.
Zaczęło się od króciutkiej zabawy kijami. A po niej ruszył… krąg ponad dwadzieściorga dzieci. Korowód bieli. Śpiew i taniec. Zbiegają się i rozchodzą. Trzymają za ręce by po chwili się rozdzielić, zrobić obrót i znów wrócić do kręgu. Biegną, a po chwili kroczą, bo tak ich prowadzi muzyka tamburic. Teraz wirują dwa kręgi: dziewczęta wewnątrz, chłopcy szerszym kołem. I znów wspólnie. Jedna para tańczy wewnątrz. Koło się rozrywa, schodzi spiralnie do wewnątrz, by po chwili wić się po scenie białym wężem. Biała wstęga schodzi ze sceny, a melodia trwa podtrzymana jeszcze przez Józka Brodę i publiczność.
fot. Sylwester Adamczyk
Zmieniają się instrumenty: dwoje skrzypiec, klarnet, dwa akordeony. Dziewczęta wciąż w bieli, ale już kwieciste fartuszki łamią nieskazitelność stroju. Chwila tańca w kółeczku i na scenę wchodzą chłopcy w czarnych kamizelkach z białymi chusteczkami w dłoniach. Tworzą bardziej stateczny krąg zewnętrzny. Melodia zwalnia, rzewnieje. Krąg par mówi coś o tęsknocie, coś o miłości. Melodia znów przyspiesza i znów zwalnia. Jak w życiu – raz radośniej, raz smutniej. Pary nie trzymają się za ręce. Są złączone chusteczkami. Białymi. Symbolem czystości.
„Teraz na odpust jeździ się autami, a kiedyś się chodziło. Jedni chodzili prostą drogą, a inni…”
Na scenie pojawia się łąka pełna borówek. Dwie grupy dziewcząt z MAŁEJ ZIEMI SUSKIEJ idące na odpust z Suchej Beskidzkiej do Stryszawy spotykają się w tym zagajniku. Jest zatem pretekst do wspólnego zebrania chrustu i zapalenia watry przy rzewnym śpiewie. Śpiewne zadumanie przerywa wejście innej grupy. Tu już są chłopcy i ciotka z malcem rękach. Dość dzieci, co by się w wilka pobawić. Polowanie zwierza złego na gąski przerywa niefortunny upadek jednej z dziewcząt. Chłopcy okazują zainteresowanie pokrzywdzoną, choć może bardziej tym, co ciotka ma zawinięte w chustę, a co najwyraźniej jest jadalne. Dziewczęta bawią się w Ulijankę.
fot. Sylwester Adamczyk
Chłopcy sobie pojedli i siły dużo mają, więc trzech bierze na plecy innych trzech siódmy ich ciągnie próbując rozerwać „wielgonia”. Zaczynają się popisy niemal cyrkowe. Skoki przez kije i kapelusze, chodzenie na rękach, gwiazdy.
Wchodzi muzyka w góralskich strojach. Po kilku tańcach (obyrtka, siustany) dzieciska przysiadają i śpiewają o kończącym się dniu. Pożegnania. Polana pustoszeje i szumi tęsknotą za kolejnym odpustem w Stryszawie.
No cóż. kręgi maja to do siebie, że zataczają. Odchodzą i wracają. Tak też było ze słoweńskim zespołem KROG w środowy wieczór. Powrócił po występie dzieciaków z Suchej Beskidzkiej. Powrócił odmienionymi strojami z okolic Alp Wschodnich, na zachód od Mariboru. Spodnie, koszule, kamizelki, dziewczęta w spódnicach i białych koszulach. Zwykły trój – powiedzielibyśmy – niedzielny. Muzyka rytmiczna, zachęcająca do podskoków w kręgu i parami. Radosna zabawa.
Z krainy sztajerskiej przychodzą chłopcy z taboretami. Teraz taniec jest rodzajem przekomarzania, stylizowanej kłótni o względnie wygodne meble do siedzenia. Sprawę (jak zwykle) rozsądzają dziewczęta. Ich przyjście każe taboretom odejść na bok. Wspólna zabawa taneczna kończy drugą część występu słoweńskiej grupy KROG.
Kamil Cyganik
Kalendarium
Wyszukaj:
MCK SOKÓŁ TV
Krąg wokół Małej Ziemi Suskiej
Zawirował kręgiem KROG! Zawirował w rytm słoweńskich tamburic. I niech nazwa szanownych czytelników nie myli, tamburice są bardziej kuzynami gitary niż tamburyna. Najmniejsze – bisernica – przypominają dźwiękiem i kształtem niewielkie mandoliny, bracz to już niewielka gitara, bugarija gitarę przypomina najbardziej, a berda – kontrabas.W środowy wieczór scena w nowosądeckiej hali nad Kamienicą zamieniła się w Białą Krainę z południa Słowenii. Krainę roztańczonych pasterzy.

















































