Kalendarium

<< Maj 2012 >>
Kino
PnWtŚrCzPtSobNd
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031

MCK SOKÓŁ TV

1. Konfrontacje Teatrów Dzieci i Młodzieży Teatralne Lustra (1)

Zespół KAGAMI. Autor Wiesław Żygłowicz.

Odsłon6Zobacz więcej ...
1. Konfrontacje Teatrów Dzieci i Młodzieży Teatralne Lustra (2)

Zespół Galimatias z Żabna. Autor Wiesław Żygłowicz.

Odsłon5Zobacz więcej ...
Zapraszamy do operalni

Operalnia to jest to!. Autor: Paweł Dąbrowski.

 

Odsłon792Zobacz więcej ...
Barwny świat Krzysztofa Bojarczuka

Rozmowa z Krzysztofem Bojarczukiem. Autor Wiesław Żygłowicz.

Odsłon145Zobacz więcej ...
VII LABIRYNT HISTORII  'Moskwa 1612' (2)

Koncert Jurija Bejchuka. Autor Wiesław Żygłowicz.

Odsłon135Zobacz więcej ...

DZIEŃ UKRAIŃSKO-PODHALAŃSKI

Białodunajcanie
Zespół z Białego Dunajca przygotował coś w rodzaju etiudy teatralnej z bardzo wyraźnym scenariuszem, gdzie śpiew i taniec były wplecione w fabułę.

Mała sierota Hanusia, dla której już „Piąty rocek mija, jako mama w ziemi…” zostaje zaproszona przez inne dziewczyny do zabawy w ciuciubabkę. Radość, śmiech, zawiązane oczy, a w tym czasie jedna niesforna owca ucieka w las. Zła (jak to w bajkach bywa) macocha każe dziewczynce szukać zagubionego zwierzęcia. Hanusia boi się iść sama przez las, ale kobieta jest nieubłagana. Na polanie zostają inne dziewczynki i rozżalone dolą sieroty śpiewają „Żyje sama sierotka, jak na turni szarotka, żyje wśród ludzi marna biedota.”
W kolejnej scenie znużona Hanusia śpi na polanie. Obok pojawiają się chłopcy chętni do śpiewania, ale ponieważ każdy chce zaintonować, siłują się, kto ma zacząć. W końcu słyszymy piosenkę o owieckach, które biegały, po czym chłopcy znajdują śpiącą Hanusię. Dziewczynka boi się wrócić do domu, więc zabierają ją do babki na próbę występu.
Scenografia się zmienia. Jesteśmy teraz w izbie u babki, która pomaga dziewczętom pięknie się ubrać. Wchodzi kapela, po chwili chłopcy wprowadzają Hanusię, która, choć owcę znalazła, wciąż boi się powrotu. Wreszcie pojawia się sama macocha zdenerwowana, że nigdzie nie ma pasierbicy. Wszyscy ją uspokajają, ona sama też widzi, że dziewczynka jest bezpieczna, więc siada przy stole, by oglądnąć próbę.
Zaczynają się tańce podhalańskie, o których znawcy mówią: trza być góralem, by zatańczyć, jak należy. Wszyscy, chłopcy i dziewczęta tańczą razem, potem chłopaki intonują przyśpiewki i proszą dziewczęta do tańca w parze. Jeden z nich, namówiony przez babkę, prosi siedzącą cichutko za stołem Hanusię. Macocha jest zachwycona. Nie spodziewała się takich talentów u pasierbicy, obiecuje jej góralskie ubranie, a babka zaprasza na kolejne próby. Hanusia z macochą wychodzą, po chwili wszyscy pozostali idą na występ, śpiewając o góralskiej muzyce, że „ni ma takiej nika”.

VESNYANOCHKA
Zespół z Ukrainy przyniósł nam w środku upalnego lata wiosnę. Nazwa grupy oznacza właśnie „wiosenną pieśń” a i prezentowane przez nich utwory tematycznie i klimatem nawiązywały do tej, dla wielu najpiękniejszej pory roku.
„Viesnianki” rozpoczynające ukraiński występ, to właśnie seria lekkich pieśni i tańców związanych z wiosną. Po tym wokalno-tanecznym wstępie swój czas miała kapela. Krótki utwór na trzy fujarki, a później cała kapela (troje skrzypiec, fujarki, uszkodzony w drodze do Polski, ale już naprawiony kontrabas, harmonia i bębny) zaprezentowała kilka utworów. Między innymi „Polkę poleską”.
Na scenie pojawiają się chłopcy i dziewczęta wśród znanych dźwięków krakowiaka, a chwilę później podczas tańca „Pieczonyje porosja” młodzi Ukraińcy zapraszają na scenę osoby z widowni i uczą prostego kroku, z którym poradził sobie doskonale również asystent reżysera Józef Zatłoka.
Jednak chyba największe wrażenie na widzach zrobił śpiew. Zarówno występy solowe jak i partie chóralne sięgają gdzieś w głąb tego naszego słowiańskiego serca, budząc tęsknotę za stepem, porohami Dniepru, Kozakami, którzy „znad czarnej wody…” i tymi wszystkimi, co nam zaszczepił Henio Sienkiewicz.
Pieśni „Moja maty na bazarje była…”, „Da kosy bat’ko”, „Oj muzyczinki” porwały słuchających czystością dźwięków, narastającym rytmem, atmosferą.
A Józef Broda na zakończenie wieczornego koncertu zwrócił uwagę na coś, co uczyniło go wyjątkowym. Na ciszę panującą na widowni, przerywaną tylko wtedy, gdy trzeba było włączyć się w śpiew, zareagować brawami. I rzeczywiście ten wieczór był inny niż pozostałe.

Kamil Cyganik

Wróć ...