Bo muzyka i taniec nie zna granic i kordonów. I ważne jest, żeby to zagrało i w waszej duszy. Te dzieci dzielą się tym z wami szczerze... - powiedział podczas ostatniej festiwalowej mszy św. ks. Władysław Zązel.
Dzieci słuchały uważnie, choć może nie wszystkie rozumiały, że to nie tylko Nowy Sącz dał im tydzień radosnej zabawy, nowych doświadczeń i przyjaźni, ale i one podarowały coś bardzo ważnego temu miastu.
Znikły z ratusza różnokolorowe flagi, ostatnia zabawa na rynku, wieczorem ostatni koncert i ostatni pożegnalny dźwięk Józkowej trombity.
Wieczorem pożegnalne ognisko - uśmiechnięte buzie i pełne łez oczy. I jak każdego roku w tym dniu zastanawiamy się, jakie uczucia biorą górę w dziecięcych duszach podczas tej pożegnalnej watry? Radość z wyczuwalnej już bliskości domu? Żal za słonecznym, rozbawionym Nowym Sączem? Rodząca się już teraz tęsknota za nowymi przyjaciółmi, z którymi muszą się rozstać? Nadzieja na ponowne spotkanie?




































