Przed południem mali górale z Tajwanu ze swoimi kamratami z Szaflar spod samiućskich Tater wystąpili na estradzie przed Ratuszem. Z sumie z poniedziałkową na sądeckim Rynku udało się przeprowadzić tylko dwie prezentacje. Tego jeszcze w historii ŚDG nie było. Dzisiaj dzieci miały sporo wolnego czasu. Jakuci z Małym Haśnikiem koncertowali w Muszynie, Ranga Kala ze Sri Lanki z Małymi Słopniczanami w Piwnicznej, a Hiszpanie z Małymi Siedlecanami w Krynicy.
Najwięcej roboty miała dziś Rada Artystyczna, która musiała przygotować finałowy protokół. Jak nam powiedzieli Mirosława Bobrowska i Benedykt Kafel, w tym roku poziom artystyczny festiwalu należy uznać za dobry i bardzo dobry. Szczególnie poprawiły się programy zespołów polskich, które pracując zgodnie z zaleceniami krakowsko-sądeckiej szkoły etnograficznej, potrafiły zachować prawdę i pokazać na scenie folklor gier i zabaw dziecięcych, a równocześnie dramaturgicznie wpleść w teatralne struktury widowiska regionalne tańce i pieśni. Zespoły zagraniczne nie znają tej konwencji, typowo polskiej, więc najczęściej prezentowały wiązanki tańców i pieśni, niemniej czyniły to na wysokim poziomie technicznym i nie mijały się z etnograficzną prawdą. Uwagi Komisji Artystycznej podczas codziennych omówień koncertów ograniczały się do sugestii dotyczących szczegółów i detali.
A zatem ostatni dzień narodowy - tajwańsko-podhalański, szalenie ciekawy, dla sądeckiej publiczności, która znów dopisała tłumną frekwencją. Mali Tajwańczycy zaprezentowali widowisko plastycznie i ruchowo znakomite, ale równocześnie artystycznie tak opracowane, że właściwie czuło się w ich dynamicznych tańcach pewne elementy współczesne, jakby stworzone i dodane dla celów komercyjnych. Niemniej warto pamiętać, że kultura tego regionu Tajwanu, od najstarszych dziejów plemienia A-Mis, ze względu na świetne warunki klimatyczne, zawsze była radosna, żywiołowa i mocno związana z naturą. Dla nas, Europejczyków, taniec wojowników z dzidami czy włóczniami w rękach, a przy tym w towarzystwie kobiet, jest raczej niemożliwy. Kobiety nigdy nie tańczyły tańców wojennych. Trudno powiedzieć, czy jest to zabieg komercyjny, czy w tradycji A-Mis było to możliwe, ale - jak podkreśla Tzen-Tien-Huang, kierownik grupy - program ABORIGINAL FOLK DANCE oparty jest o autentyczne tradycje kulturowe plemienne. Dzieci przechodzą coś w rodzaju naszych polskich regionalnych ścieżek edukacyjnych i doskonale rozumieją całą symbolikę, duchowość i magiczne znaczenia kultury przodków. Ważne, że Tajwańczycy byli grupą żywiołową, szalenie barwną, sprawną technicznie, a nas urzekali nade wszystko tym charakterystycznym dla tańców Dalekiego Wschodu językiem rąk. MALI SZAFLARZANIE tańczą i śpiewają prawie od ćwierćwiecza. Mali górale z Podtatrza dostosowali się do konwencji określonej przez szkołę krakowsko-sądecką i pokazali gry i zabawy dziecięce na polanie, zgrabnie przechodząc do charakterystycznych tańców podhalańskich. Zagrała góralska "muzika", zawirowały kwieciste spódnice "bockujących" dziewcząt... Ten folklor zna cała Polska i pół świata. W przypadku ich skamracenia z Tajwańczykami mieliśmy kapitalny efekt - na koniec najbardziej żywiołowy, rozedrgany w rytmach i barwach koncert. Widzowie dzisiejszego koncertu mogli na stoisku Małych Szaflarzan kupić oryginalne wyroby góralskiego rzemiosła artystycznego, natomiast Chińczycy z Tajwanu częstowali sądeczan pysznym szuei-chiau, czyli farszem mięsno-kapuścianym w cieście. Prawdopodobnie zachwycili się kiedyś polskimi pierogami i stąd to oryginalne tajwańskie jadło.
Kalendarium
Wyszukaj:
MCK SOKÓŁ TV
DZIEŃ TAJWAŃSKO-PODHALAŃSKI
Zajarzyło wreszcie u Ponbócka na niebie. Bo między dziećmi zaiskrzyło już dawno. Mimo paskudnej pogody atmosfera Święta Dzieci Gór tradycyjnie pełna jest ciepła, serdeczności i radości. Niestety, dzisiaj przedostatni dzień festiwalu, a narodowy - ostatni.






































