Jakże nie przybyć tu na tę sądecką górę Tabor? Przecież góry zawsze skłaniają do zadumy i refleksji nad tym, który je stworzył - mówił podczas mszy ks. prałat Waldemar Durda, proboszcz parafii św. Małgorzaty. - Góry inspirują do medytacji nad przemijalnością naszego życia i nad spotkaniem z Tym, który żyje na wieki. Niech ten tydzień będzie okresem radości, miłości, życzliwości i tolerancji. Uczmy się od dzieci, jak budować w naszych rodzinach i środowiskach atmosferę zrozumienia, pokoju i przebaczenia.
W trakcie nabożeństwa uczestnicy festiwalu w swoich językach wznosili modły. Złożyli dary ołtarza. Śpiewali pieśni.
Józef Broda, reżyser i prowadzący koncerty, zapytany o to, czemu Święto Dzieci Gór od początku nie modyfikuje swojej formuły, powiedział: Ten festiwal nie może się zmienić, ponieważ jest to precyzyjnie przygotowana sieć, w którą wpadają dzieciaki. I w tej sieci dzieje się dobrze. Mam na myśli, dobry, pełen nadziei i wiary świat. Pamiętamy ewangeliczne zawołanie: wypłyń na głębię i zarzuć sieci... Przecież to tutaj na naszym festiwalu od kilkunastu lat się dzieje. I mam nadzieję, że będziemy mogli przy pomocy tego, co te dzieci ze świata przywożą, wypływać na głębię i brać udział w cudownym połowie. I będzie to wielkie żniwo. Spróbujmy tylko w to uwierzyć, a w przyszłą niedzielę będziemy mogli powiedzieć, że obfitość była wielka.
Kolorowy korowód wszystkich zespołów rozśpiewanych i roztańczonych wypełnia ulice Nowego Sącza. To preludium koncertu inauguracyjnego. Zespołom towarzyszą tłumy sądeczan. Inni czekają na płycie Rynku.
Koncert inauguracyjny to wydarzenie szalenie kolorowe, rozedrgane, dynamiczne, tchnące dziecięcą świeżością. Jak w mozaice na estradzie (po raz pierwszy zadaszonej, co daje gwarancję, że koncertów przedpołudniowych już się odwoływać nie będzie) przewinęły się roztańczone, rozśpiewane grupy z egzotycznego Tajwanu i Sri Lanki, z północnej Jakucji, z gorącej Hiszpanii, bliskiej naszemu słowiańskiemu sercu Bułgarii i wreszcie z Litwy. (Litwini wprawdzie nie mają gór, ale jak powiedziała ich instruktorka, mają górę serc. Uważają, że wśród górali zawsze powinien się pojawić zespół z dolin, żeby było pełniej w radości dziecięcej i przyjaźniach.) Najpierw jednak pary kamrackie otrzymują klucze od grodu, aby przez ten tydzień wnosili w codzienność miasta serce, miłość i urodę swoich kultur, jak to już uczynili, idąc w roztańczonym korowodzie od ulicy Nadbrzeżnej do centrum królewskiego Sącza. Koncert, który jest tradycyjną formą powitania miasta, prowadzi też tradycyjnie Józef Broda, swoiste duchowe logo ŚDG.
Zaledwie pięć minut trwają poszczególne etiudy zaprezentowane przez dziecięcych kamratów, co jednak pomnożone przez dwanaście przeobraziło się w prawie dwugodzinną ucztę dla oczu, uszu i serc. Pierwszy dzień kończy fantastyczny pokaz ogni sztucznych, które rozjaśniły nieco zachmurzone nad Radziejową niebo.






































