MCKSokol.pl - Małopolskie Centrum Kultury SokółMCKSokol.pl - Małopolskie Centrum Kultury Sokół

Kalendarium

<< Luty 2012 >>
Kino
PnWtŚrCzPtSobNd
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829

MCK SOKÓŁ TV

THE CHUCKERBUTTY OCARINA QUARTET

THE CHUCKERBUTTY OCARINA QUARTET

Odsłon116Zobacz więcej ...
Pastuszkowe Kolędowanie 2012

Z Szopką z Ujanowic. Autor Wiesław Żygłowicz.

Odsłon39Zobacz więcej ...
Pastuszkowe Kolędowanie 2012

Trzo Króle z Jaworzynki. Autor Wiesław Żygłowicz.

Odsłon34Zobacz więcej ...
Pastuszkowe Kolędowanie 2012

Połaźnicy z Jaworzynki. Autor Wiesław Żygłowicz.

Odsłon32Zobacz więcej ...
Pastuszkowe Kolędowanie 2012

Z Rajem z Zawoi. Autor Wiesław Żygłowicz.

Odsłon55Zobacz więcej ...

Zaczęło się... Tradycyjnie Festiwal rozpoczął się wspólną Mszą św. w bazylice św. Małgorzaty. I tradycyjnie już ks. Władysław Zązel z Kamesznicy, który od kilku lat jest razem z nami w tym pierwszym, jakże ważnym dniu festiwalowym, wygłosił piękną homilię. Szkoda tylko, że nie wszystkie zespoły zdążyły dojechać do Nowego Sącza – czekamy jeszcze na Kurpiów, z lekkim niepokojem czekamy na Armenię, która od trzech dni jedzie, jedzie...

ROZMARIJA i zespołu KURPIE przed sądeckim ratuszem rozpoczął się festiwalowy „normalny” tydzień. Przyjazd zespołu z Kurpiowszczyzny do góralskiej braci zadziwił nieco niektórych sądeczan, ale regulamin ŚWIETA DZIECI GÓR dopuszcza udział każdego roku jednego polskiego zespołu spoza regionów górskich. Stanowi on zawsze pewnego rodzaju dodatkową atrakcję – bo i stroje inne, i gwara jakaś taka mało znajoma... Do obu zespołów dołączył dzisiaj także polonijny zespół KALINA z Courcelles les Lens (Francja), przebywający w Nowym Sączu na zaproszenie „Lachów” – i na scenie zawirowały nagle barwne łowickie pasiaki!
Za europejskich czasów monarszych książęta lubili jeździć do Czarnogóry po żony. Obyczaj upadł wraz z monarchiami, ale uroda ludzi z tamtych stron pozostała. Jej blask widać w grupie „Djido”, która przyjechała z północnej Serbii, z miasteczka Bečej w Wojwodinie. To daleko co prawda od Czarnogóry, ale w mieszance narodowościowej zamieszkującej Wojwodinę, Czarnogórców nie brak. Sympatia, jaką wzbudzają dorodni chłopcy i przesymaptyczne dziewczęta w kamrackiej grupie z Pogórza Ciężkowickiego i wśród widzów, najlepiej rekomenduje ten zespół na „Święcie Dzieci Gór”.
Środa na festiwalu na armeńską i podegrodzką nutę. Swojskość pomieszana z egzotyką. Słychać je od rana po całym Nowym Sączu. Dziarskie skrzypki i klarnety na przemian z mruczącymi rytmicznie bębnami. Najpierw na rynku. Wiedzą Ormianie, że byli bardzo długo oczekiwani. Kilka dni jechali, w pewnej chwili wydawało się, że ślad po nich zaginął, ale odnaleźli się szczęśliwie. Prosto z autokaru pojechali przedwczoraj do Podegrodzia pokazać się swoim kamratom. Wszyscy mają czarne włosy, śniade cery, jasne uśmiechy, choć trochę ściśnięte tremą. Oglądają bacznie kraj odległy od ich ojczyzny rozłożonej pod górami Kaukazu o trzy tysiące kilometrów. Chcą się jak najpiękniej pokazać.

Izraelski beduin pijący sądecką wodę mineralną! Kompletny odjazd, a może raczej fatamorgana. A jednak! Coś tak niezwykłego zdarzyło się dzisiaj w Nowym Sączu podczas „Święta dzieci Gór”. Maluchy z zespołu „Al Zyton” z Izraela, który tańczył przed południem pod ratuszem, a potem – razem z żywieckimi kamratami - był gwiazdą wieczoru w hali sportowej, nie odstawiały butelek z wodą mineralną od ust. Szczególnie po porannych pląsach na rozżarzonej tafli sceny w środku miasta.

Przez całą noc z czwartku na piątek, ukraińskie opiekunki ze swoimi „Wesołymi Huculętami” ślęczały przy garach, aby na dzisiejszy wieczór przygotować jadło dla wszystkich przybyłych na koncert. A była ludzi ćma ogromna, bo „Święto Dzieci Gór” jest na ustach wszystkich sądeczan, nie tylko w wersji koncertowej, ale także... powiedzmy szczerze, kulinarnej. No bo gdzie indziej w Nowym Sączu skosztować teraz można na przykład żywieckiej kwaśnicy, albo arabskiego ryżu z mięsem.
O niebiańskie wysokości, jaki upał! Akurat dzisiaj musiało wypaść na górali z „Polan” z Kościeliska. Niby twardy ten lud podhalański, ale przecież nie zwyczajne im wywijać i wykrzykiwać na takim słońcu, że termometra brakuje. To Szymanowski kiedyś w Zakopanem słysząc przez okno „Atmy” muzykę i śpiewy, odezwał się do gości: jak ci górale pięknie krzyczą. Bo faktycznie, że pięknie. No, ale w sobotę niesporo im było wyjść na scenę przed ratusz. Czekali pochowani w cieniu, do ostatniej chwilki, aż ich pani Ania Jelito zapowie. Robi to każdego festiwalowego dnia do południa, z każdą grupą.
Pora się pomału rozstawać. Nie jest łatwo. Dzieci się naprawdę zżyły ze sobą. Nikt ich ku sobie nie naganiał, nie ponaglał. Najwięcej dobra uczyniło spontaniczne lgnięcie ku sobie, dziecięca ciekawość kamrata, tego jak mieszka, co czuje, czym się raduje, co lubi, jak i czego się uczy, co robi po szkole. Był na to czas, bo sądecki festiwal, daje dzieciom potrzebny oddech, porę na pogadanie, przechadzki, na zabawę.