Chcąc poznawać różne kręgi kulturowe, trzeba zaczynać od rodziny, od ojcowskiego domu. I myślę, że my to czynimy w Nowym Sączu. Ja próbuję zamieniać namiot festiwalowy na ojcowski dom w takim sensie, że dzieci zbierają u nas nowe wrażenia, zabiorą je do swoich domów. Jakie to niezwykłe, że oto mój dom w Cieszyńskiem zostanie wzbogacony o wartości wzięte z rozmów z Chorwatami, Gruzinami, Baskami, Macedończykami. Staram się coś od siebie dać uczestnikom i gościom festiwalu, ale przede wszystkim to dzieci ładują moją energię na wiele miesięcy.
Józef Broda, 1994
Kiedy słyszymy słowa "dzieci gór” jakaś iskra biegnie przez nasze serca. Jesteśmy dziećmi Boga i dziećmi gór. Niechże Bóg tym dzieciom błogosławi, niech strzeże ich przed światem głupoty, zawiści, niezrozumienia... (...) Zaś nowosądeczanom chciałbym powiedzieć jedno: kiedyś Pan Jezus powiedział "mają oczy ku widzeniu, a nie widzą, mają uszy ku słyszeniu, a nie słyszą”. To zgromadzenie dzieci gór w Nowym Sączu to jest wasz ogromny skarb. Doceńcie ich obecność między wami. Zrozumcie, że to, co prezentują, jest czyste na tym świecie dwuznaczności, podejrzliwości. To jest to, czego pragnie dusza nasza. Nie ma bowiem nic bardziej tragicznego, jak widzieć skarb, który jest niezauważony.ks. prof. Józef Tischner, 1995
Myślę, że ten festiwal zostaje w nas jako szkoła człowieczeństwa. Uczymy się człowieczeństwa naszego własnego. Może niewiele, ale jednak lepiej je rozumiemy. Dlatego serdeczne dzięki tym dzieciom. Dzięki tym, którzy z tymi dziećmi pracowali i pracują. Dzięki serdeczne rodzicom tych dzieci. I dzięki serdeczne wam wszystkim za tę wielką naukę, jak być człowiekiem w naszych ciemnych czasach. Tego festiwalu się nie kończy. Ten festiwal trwa. Trwa w nas. Tkwi wewnątrz. Jest to nauka o człowieku.
ks. prof. Józef Tischner, 1997 "Posedeś na niebieskie polany. Widać, ze Cie pan Bocek potrzebuje. I choć "płynom łzy jak woda”, choć "jęcom góry, jęcom”, choć z nasej załości jesce jedne Tatry by wyzdajał - zegnamy Cie, Nas Kapłanie, na malućkom kwile. I obiecujemy, ze Twoja nauka, pogoda dusy i serca. miyłość do Pana Boga, ludzi i gór - zawse bedom nasym świyntym nakazym. A kieby się casem fto z nas straciył w tym marnym świecie - zaholokuj, gwizdnij na palcak, nute wywiyndź wiyrchowom z nieba, a my już bedymy wiedzieli, co dalej robić momy. Co ta śmierzć, co ta złowiece się mijanie... Ty zawse bedzies s nami. Przy watrak, w sercak, w górak. Boś Ty harnaś nasyk dusycek. Hej!"
Tymi słowami Dzieci Gór pożegnały ks. prof. Józefa Tischnera 2 lipca 2000 r. w Łopusznej.
Święto Dzieci Gór jest dla nas czymś w rodzaju czakramu, który emituje dobrą energię, wypełnia nasze myśli i serca radością, miłością i ślebodą. Uczy nas rozumieć siebie nawzajem i szanować. Jest jak łagodny wiatr od turni, co pada na serce i leczy. Góry zawsze broniły wolności, dawały schronienie ludziom wolność miłującym. Wobec nich kruszeje prostacka duma, w ich urodzie i prawdzie można zobaczyć cząstkę Tajemnicy Stworzenia. Dlatego trzeba zawsze zachować wobec gór pokorę i szacunek, cechy zupełnie obce wielkiemu śmietnikowi globu (...) Przyrzeknijmy sobie uroczyście przy sądeckiej watrze, że ile sił i wiary, wolności i godności w naszych młodych góralskich duszach, będziemy zawsze trwać przy majestacie i prostych wartościach gór, dzięki którym zostaliśmy stworzeni na wzór Boży. A pomni swoich gniazd rodzinnych, podwieszonych pod wierchami, czując w sobie wspólnotę losów i wartości - zatańczmy, zaśpiewajmy na polanie, podajmy sobie dłonie i uśmiech, aby - jak te góry śmigające w niebo – rosły w nas miłość i radość życia.
Henryk Cyganik, 1999































