![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
W dzisiejszym wieczornym koncercie ten ideał znów sięgnął... szczytu. W sposób doskonały wprowadzona została myśl o jednoczących się podczas festiwalu parach kamrackich pochodzących z różnych stron świata.
Mogliśmy zobaczyć na scenie hali widowiskowo-sportowej wspólnie występujących Polaków i Słowaków. Ich kamractwo to kilka ostatnich lat wzajemnych odwiedzin i wspólnych występów, które zaowocowały programem „Od św. Łucji do Jarmarku Podhalańskiego" (Od Lucie po jarmark). Ten polsko-słowacki projekt, wsparty europejskim funduszami, zespoły prezentowały już w Czerwonym Klasztorze na Słowacji, oraz w Polsce na Jarmarku Podhalańskim w Nowym Targu i na Targach Sztuki Ludowej w Krakowie.
Wróćmy jednak do Nowego Sącza. Formuła festiwalu zakłada w każdym dniu narodowym występ dwóch zespołów. Zaczyna zawsze zespół polski, by po pół godzinie oddać scenę gościom z zagranicy. Dzisiaj mieliśmy sytuację wyjątkową.
MALI ŚWARNI z Nowego Targu (mp3) i MAGURĀČIK (mp3) ze słowackiego Kieżmarku przez całą godzinę wspólnie bawili się, śpiewali i tańczyli, by przekazać prawdę o tradycjach swojego regionu obejmujących ponad pół (te ważniejsze pół) liturgicznego roku.
12. grudnia swe święto obchodzą Łucje. Zaczyna się szczególny czas, ostatnie 12 dni adwentu. W tradycji te dni miały wartość profetyczną, bo każdy z nich odpowiadał kolejnym miesiącom następnego roku, przepowiadając przede wszystkim, pogodę, czyli to, co dla ludów rolniczych było szczególnie ważne. Od tego dnia swój program zaczęli dzisiejsi kamraci.
Poprowadzili nas potem w tempie szybkim, choć zróżnicowanym przez kolejne święta (poczynając od Bożego Narodzenia) i związane z nimi zwyczaje. Bawili się, ale w tej zabawie była nauka, jak to odwieczny rytm religijnych (i nie tylko) wydarzeń pozwalał od zadumy Palmowej Niedzieli przejść do radości Wielkiej Nocy, by po chwili wśród zabaw i śpiewów na majowej łące zebrać kwiaty dla ozdobienia maryjnej kapliczki. Wszyscy na koniec zeszli się na Podhalańskim Jarmarku w Nowym Targu (koniec sierpnia).
Polacy tańczyli i tańczyli Słowacy. Słowacy śpiewali po polsku, Polacy po chwili po słowacku. We wszystkim podobni, lecz nie tacy sami, nie zatracający przecież w niczym swej tożsamości. Patrzyliśmy ze wzruszeniem, na płynącą ze sceny prawdę, że granice to tylko umowa (zmieniały się przecież tyle razy), a najważniejsze jest to, co łączy. A łączyć może np. szacunek dla tego, co różni.
Kamil Cyganik






































